Wiosna na ustach | Tint Lip Gloss Ladycode.

Swój Tint kupiłam w Biedronce, bo właśnie tam można znaleźć tekturową szafę Ladycode by Bell. Kolor mojego egzemplarza to 01, o ile się nie mylę są do wyboru 3 lub 4 odcienie. Kolor, który wybrałam pięknie ożywia i dodaje blasku skórze. Koszt takiego błyszczyka to około 8-9 zł. Producent opisuje go jako błyszczyk barwiący usta.




Tint zamknięty jest w standardowym, typowym dla błyszczyków odkręcanym opakowaniu. W roli aplikatora występuje typowa, zwykła pacynka, ale jest w niej jednak coś niezwykłego. Aplikator nie jest cały umazany w produkcie, wychodzi czyściutki jak nowy za każdym razem gdy go wyciągamy, produkt jest tylko na pacynce, czyli dokładnie tam gdzie powinien być i nigdzie indziej. 


No tak, opakowanie opakowaniem, ale przejdźmy do działania. Tint barwi usta już po jednej warstwie ( zdjęcie niżej ). Od razu czuć, że delikatnie wgryza się w usta. Kiedy już się wgryzie do końca, czyli po prostu zaschnie jest lekko matowy, nie klei się i nie rozmazuje. Nie czuć go na ustach, nie podkreśla skórek.  Malutkim minusem jest to, że stosowany kilka dni z rzędu delikatnie wysuszył mi usta.  Jego trwałość bez jedzenia i picia to około 4-5 godzin intensywnego i równomiernego koloru, myślę że to bardzo dobry wynik. Jeżeli coś zjemy lub wypijemy to produkt się zjada. Schodzi równomiernie. Trzeba przy demakijażu przetrzeć usta żeby usunąć kolor całkowicie. Ma lekko chemiczny zapach, dość słodki, przypomina trochę syropy dla dzieci.


Myślę, że będzie to mój ulubieniec tej wiosny. Idealny do stosowania na co dzień lub w sytuacjach kiedy nie możemy lub nie mamy czasu poprawić makijażu. 

Jestem ciekawa czy miałyście już jakieś produkty typu tint i czy je lubicie? A może nawet macie już swojego ulubieńca? Możecie coś polecić ? 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz :) Odwiedzam strony osób komentujących.
Treści reklamowe zostaną usunięte.

Karolina W blog Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści bez zgody autora zabronione.