DIY ze słoików.

Dzisiaj pokaże co można wyczarować ze słoików. A co najważniejsze, napiszę jak to zrobić. Wykorzystań tak ozdobionych słoików jest masa, więc możecie dać się ponieść swojej kreatywności. Kolory i wzory zdobień też zależą od Waszej pomysłowości. Jeden ze słoików wykorzystałam jako pojemnik na pędzle, a do pozostałych dwóch włożyłam świeczki.

DIY, przechowywanie pędzli, świeczniki, lampiony, zrób to sam, ze słoików, wykorzystanie słoików, lampiony

Potrzebne materiały:
  • Wymyte i odtłuszczone słoiki w dowolnej ilości
  • Kawałek okleiny
  • Nożyczki i ołówek
  • Wielofunkcyjna farba w sprayu
  • Kartony lub folia do wyłożenia podłogi (jeżeli macie możliwość to malujcie na dworze)

DIY, przechowywanie pędzli, świeczniki, lampiony, zrób to sam, ze słoików, wykorzystanie słoików, lampiony

Krok pierwszy: Na "lewej" stornie okleiny rysujemy i wycinamy wzory jakimi chcemy ozdobić nasze słoiki.

DIY, przechowywanie pędzli, świeczniki, lampiony, zrób to sam, ze słoików, wykorzystanie słoików, lampiony

Krok drugi: Naklejamy wycięte z okleiny wzory na słoiki. Jeżeli malujemy w domu wykładamy podłogę kartonami lub folią i otwieramy okna w domu. Jest to ważne, bo farba w sprayu ma intensywny i duszący zapach a przecież nie chcemy się otruć ani zemdleć. Dlatego najlepiej malować na świeżym powietrzu.

DIY, przechowywanie pędzli, świeczniki, lampiony, zrób to sam, ze słoików, wykorzystanie słoików, lampiony

Krok trzeci: Malujemy słoiki farbą według wskazań na opakowaniu. Najlepiej malować je w pozycji pionowej. Należy uważać żeby nie pomalować wnętrza słoika, bo to zepsuje efekt. Staramy się nie zrobić zacieków i równomiernie rozłożyć kolor, tak żeby nie było żadnych prześwitów. Stawiamy słoiki w przewiewnym miejscu na kilka godzin.

DIY, przechowywanie pędzli, świeczniki, lampiony, zrób to sam, ze słoików, wykorzystanie słoików, lampiony

Krok czwarty: Gdy słoiki są całkowicie suche odklejamy okleinę i cieszymy się efektem.

DIY, przechowywanie pędzli, świeczniki, lampiony, zrób to sam, ze słoików, wykorzystanie słoików, lampiony

Jeżeli komuś przeszkadzałoby to, że widać gwint, nie stanowi to problemu. Można go obwiązać sznurkiem, włóczką lub wstążką.

Olejki do kąpieli Tutti Frutti.

Dzisiaj kilka słów o olejkach do kąpieli Tutti Frutti firmy Farmona, których zapachy pokochał mój nos. 

Olejek do kąpieli, Farmona, Tutti Frutti, żel pod prysznic, liczi i rambutan, wiśnia i porzeczka

Jak widzicie na zdjęciu powyżej będę opisywać dwie wersje zapachowe. Pierwsza z nich to wiśnia i porzeczka. Zapach bardzo słodki, przypomina zapach soku Tymbark jabłko-wiśnia, tylko o wiele bardziej intensywny. Druga wersja to liczi i rambutan. Zapach świeży, orzeźwiający, lekko kwaskowaty. Swoją drogą nie mam pojęcia jak pachnie i smakuje rambutan, ale w olejku jak najbardziej można wyczuć intensywny zapach liczi. Opakowanie jest wygodne, dość miękkie, więc nie ma problemu z wyciskaniem. Za 500 ml olejku płacimy 12 zł, ale bardzo często można znaleźć je na promocji  w Biedronce.

Olejek do kąpieli, Farmona, Tutti Frutti, żel pod prysznic, liczi i rambutan, wiśnia i porzeczka

Konsystencja jest w sam raz. Olejek pieni się jak szalony, co czyni go bardzo wydajnym. Bardzo dobrze oczyszcza skórę i nie pozostawia tłustego filmu. Zawiera malutkie drobinki opalizujące, ale nie jest to brokat, więc nic nie zostaje na naszym ciele. Olejki Tutti Frutti nie przesuszają skóry, wręcz przeciwnie, zostawiają ją gładką, miękką i przyjemną w dotyku. Nie ma uczucia ściągnięcia. Oczywiście smaruję się po nich balsamem, bo suchar ze mnie jakich mało, ale nie jest to paląca potrzeba. Myślę, że jeżeli ktoś ma skórę normalną, nie będzie odczuwał potrzeby użycia balsamu.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to to, że patrząc na skład nie nazwałabym tego produktu olejkiem a zwykłym żelem pod prysznic. Do tego jak na firmę Farmona skład jest mało naturalny, raczej chemiczny, na szczęście nie odbija się to na zapachach i działaniu.

Olejku można używać też jako płynu do kąpieli. Ja jednak tego sposobu nie stosowałam, bo wolę szybki prysznic niż długą kąpiel w wannie. Jako żel pod prysznic sprawdza się świetnie. Jak tylko wykończę te butelki pobiegnę do sklepu po inne wersje zapachowe.

Miss Sporty Peachy Kiss.

Jakiś czas temu robiłam porządki w kosmetykach i wyrzuciłam kilka przeterminowanych błyszczyków. Na ich miejsce kupiłam dwie szminki Miss Sporty. Dzisiaj o pierwszej z nich, o numerze 052 i wdzięcznej nazwie Peachy Kiss.

Miss Sporty, Perfect Colour Lipstick, Supertrwała szminka do ust, Peachy Kiss, 052 Miss Sporty, 052

Opakowanie jest wykonane z plastiku, dość dobrej jakości. Na szczęście nie jest tak tandetne jak opakowanie Wibo Eliksir. Wielki plus dla producenta za naklejenie kodu kreskowego w taki sposób, że mamy pewność, że jesteśmy pierwszymi użytkownikami jeżeli naklejka nie jest rozerwana. Wszyscy powinni o tym pomyśleć. Zapach nie należy do najprzyjemniejszych. Kojarzy mi się z kwiatowym płynem do mycia podłóg. Jej cena to około 6,50 zł.

Miss Sporty, Perfect Colour Lipstick, Supertrwała szminka do ust, Peachy Kiss, 052 Miss Sporty, 052

Szminka ma dość tępą konsystencję. Nie określiłabym jej jako kremowej. Ciężko nałożyć ją równomiernie. Trzeba się trochę namachać żeby osiągnąć jednolity kolor. Podkreśla suche skórki, jeżeli takowe występują. Delikatnie wchodzi w załamania. Jeżeli chodzi o trwałość to producent poszalał, bo obiecuje 6 godzin. Zdecydowanie obietnica niedotrzymana. U mnie bez jedzenia i picia wytrzymuje maksymalnie 2 godziny. Nie wysusza ust, ale też ich nie nawilża. 

Miss Sporty, Perfect Colour Lipstick, Supertrwała szminka do ust, Peachy Kiss, 052 Miss Sporty, 052

Jeżeli jeszcze raz miałabym podejmować decyzję brać czy nie, zdecydowanie nie kupiłabym jej. Nie jest najgorsza, ale też nie zachwyca. Ciekawe jak sprawdzi się druga wersja.

Kuracja z olejkiem arganowym Avon.

Ponad rok temu obcięłam znaczną część swoich włosów i było to dla mnie dobrym pretekstem do przewrócenia pielęgnacji do góry nogami. Chciałam bardziej dbać o włosy oraz przestałam je farbować. Odkryłam i zaczęłam często zaglądać na bloga Anwen - mojej włosowej guru. Głównie jej blog był źródłem mojej wiedzy. To od niej dowiedziałam się, że silikony nie zawsze są złe, a zabezpieczanie nimi końcówek wręcz wskazane.

Dzisiejszy post będzie właśnie o olejku, którego używam do zabezpieczania końcówek.



Migdałowy zmywacz do paznokci Isana.

Słów kilka o zmywaczu, który bardzo lubię, ale chyba czas się z nim pożegnać i spróbować czegoś innego.

Migdałowy zmywacz do paznokci Isana

Lakier Avon Ballerina.

Dzisiaj o lakierze, którego stara wersja zachwyciła mnie tak bardzo, że gdy ją zużyłam od razu wiedziałam, że kupię kolejną buteleczkę. Gdy lakier do mnie dotarł okazało się, że jest już w nowej wersji. Miałam nadzieję, że w serii Speed Dry+ nie zmieniło się nic oprócz opakowania.  

lakier do paznokci Avon Ballerina Speed Dry +

Olejek arganowy 3w1 Bielenda.

Śmieszy mnie ten fenomen kosmetyków xw1. Teraz wszystko jest 8w1, 3w1, ba zdarzają się nawet takie cuda technologii jak wszystko w jednym. Nigdy nie miałam i nie mam zaufania do kosmetyków wielofunkcyjnych. Jeżeli coś robi wszystko, to nie robi nic porządnie. Może być wszystko w jednym lub 3w1, ale zazwyczaj wtedy żadna z obietnic producenta nie zostaje spełniona. Czy z olejkiem arganowym 3w1 Bielenda było inaczej?

Olejek arganowy 3w1 Bielenda, pielęgnacja twarzy, ciała, włosów

Maseczki Marion Peel Off.

Mój dzień bardzo dobrze się rozpoczął. Najpierw sobie poćwiczyłam, a później wzięłam długą kąpiel, którą umiliła mi sól do kąpieli, o której wspomnę parę słów za jakiś czas. Później dostałam w końcu swoją wygraną w konkursie z Lordem Somersby organizowanym na kanale Pozytywna Kuchnia. Trochę na tą przesyłkę czekałam, ale najważniejsze, że się doczekałam ;) Dzień zaczął mi się bardzo dobrze i oby tak dalej :)

Dzisiaj powiem kilka słów o dwóch maseczkach Marion Peel Off. Pierwsza w wersji oczyszczającej z ekstraktem z ananasa i brzoskwini, druga rewitalizująca z ekstraktem z winogron i pomarańczy.

Maseczka Marion peel off, maseczka oczyszczająca, maseczka rewitalizująca

Pastele na tle srebra - mani.

Zazwyczaj tego nie robię, bo nie odczuwam takiej potrzeby. Nie piszę postów o tym co aktualnie mam na paznokciach, chyba że jest to recenzja. Dzisiaj jest wyjątek, bo paznokcie maluję w ten sposób już od kilku tygodni. Bardzo podoba mi się takie zdobienie i dobrze się w nim czuję.

Wiosenny manicure, mani, pastele, sebro, nail art, zdobienie paznokci

Moim zdaniem kolorki komponują się świetnie, ale jest to oczywiście kwestia gustu. W takich paznokciach czuję się bardzo wiosennie, a kolory lakierów, zwłaszcza te pastelowe podobają mi się szczególnie i myślę, że będę je nosić jeszcze przez jakiś czas.

Użyte lakiery:
I jak? Podoba się?

Regenerujący krem do stóp Lirene.

Ostatnio mam jakieś szczęście niesamowite, bo trafiam na same dobre kremy do stóp. Chociaż wiadomo, że sam krem to nie wszystko. Na ładne i zadbane stopy składa się wiele czynników. Najważniejszym z nich jest regularna pielęgnacja.

Krem do stóp regenerujący Lirene 30% Urea

Haul z butami na wiosnę 2014.

Mam dzisiaj tak zły dzień pogoda beznadziejna, humor beznadziejny, wydarzenia w ciągu dnia beznadziejne. No, ale cóż humor trzeba sobie jakoś poprawić, więc dzisiaj prezentuję haul z butami na wiosnę 2014. Oczywiście nie są to wszystkie buty, z których będę korzystać, bo mam jeszcze kilka innych par z poprzednich sezonów, ale nie będę ich pokazywać, no chyba że ktoś bardzo chce to mogę. Ostatnie zakupy butowe poczyniłam w CCC, w dwóch sklepach bez nazwy (chodzi mi tu o sklepy, które sprzedają pod nazwą własną, nie sieciowe) oraz na allegro. 

buty wiosna 2014

Pierwsza para to buty z CCC. Kosztowały 90 zł. To w nich chodzę najczęściej, zwłaszcza w takie dni jak dziś kiedy pogoda nie rozpieszcza. Od kilku lat jestem wierna takiemu fasonowi, kolorowi i ćwiekom. Co roku coś podobnego znajduje się u mnie w szafie. Są dość wygodne, ale początkowo strasznie zgniatały palce. 

buty wiosna 2014

Kolejne dwie pary zostały kupione w tym samym sklepie. Na zdjęciu powyżej widać mokasyny. Kosztowały 30 zł. Są tak nieziemsko wygodne, że musiałam je wziąć. Mają bardzo fajnie wyprofilowaną wkładkę, co zdarza się na prawdę rzadko. 

buty wiosna 2014

Następne w kolejce mamy lordsy, które nie są czerwone ( zdjęcie kłamie ). Ich prawdziwy kolor to taki koral, określiłabym je jako różowe wpadające w pomarańcz, świetny kolor i to właśnie to zadecydowało o tym, że je kupiłam. Kosztowały 35 zł. Oczywiście jak widać moja miłość do ćwieków na butach i torebkach nie ustaje i nadal ma się świetnie ;)

buty wiosna 2014

Kolejne dwie pary pochodzą z innego sklepu. Te powyżej kosztowały, UWAGA HIT SEZONU, 9 zł. No cena jest śmieszna. W takich butach raczej na co dzień nie chodzę, chociaż zdarza się. Te kupiłam w konkretnym celu - szukałam butów na komunię kuzyna. W takiej cenie jak dla mnie mogą być nawet jednorazowe i mogą się zepsuć, nie będzie mi szkoda.

buty wiosna 2014

Trampki myślę, że są wzorowane na vansach (jednak nie jestem tego pewna ), na szczęście nie ma na nich żadnego głupiego napisu. Kosztowały 19 zł i są idealne do chodzenia na co dzień - na zakupy, na spacer z psem, super. Jak widać na zdjęciu powyżej nie mogłam się zdecydować jak nosić sznurówki. Zdjęcie musiałam wykonać na stopie, bo bez niej tracą swój kształt.

buty wiosna 2014

Kolejny wiosenny must have w mojej szafie to trampki, które mają jakąś swoją specjalną nazwę, ale oczywiście jej nie pamiętam. 15 zł każda para. Nawet nie wiecie ile ja się namęczyłam żeby je dostać, bo miałam nie przyjemność współpracy z bardzo opornym panem sprzedawcą na allegro. To była droga przez mękę. Podstawową sprawą jest to, że zamówiłam szare i pudrowy róż, po czym okazało się, że tych kolorów nie ma, mimo że były oznaczone jako dostępne i musiałam wybrać inne, padło na popielate i limonkowe. Problemy wtedy niestety się nie skończyły, ale jakoś udało się w końcu je otrzymać.

Na zakończenie dodam, że rzadko zdarza mi się kupować buty w sklepach bez nazwy. Zazwyczaj kupuję w CCC, czasem Deichmann i inne sklepy sieciowe. Jestem ciekawa jak będzie z trwałością tych butów. W tym roku zdecydowałam się na tańsze buty po pierwsze dlatego, że nie mogłam się zdecydować jakie buty chciałabym kupić, a po drugie zaczęło mnie denerwować, że buty z CCC rozpadają mi się po dwóch miesiącach, z Deichmanna jeszcze szybciej a płacę za nie wcale nie aż tak małe pieniądze. Dlatego postanowiłam sprawdzić jak będą trzymać się buty o 2/3 lub jeszcze tańsze od butów z sieciówki.

A Wy jakie buty nosicie? Kupujecie w sklepach sieciowych, no name, czy na bazarkach? A może w chińskich marketach? Chętnie przeczytam, czy Wam też tak szybko się buty niszczą, czy tylko ja chodzę jak pokraka ;)

Peeling do ciała Vintage.

Dzisiaj o całkiem przyjemnym zdzieraku, który nie przypadnie do gustu przeciwniczkom parafiny. Na początku tego kosmetyku nienawidziłam, pod koniec opakowania bardzo polubiłam. Peeling do ciała Vintage to dość zaskakujący kosmetyk. A wszystko dlatego, że zmieniłam sposób użycia. Czytajcie dalej ;)

Wybaczcie kocie kłaczki na opakowaniu, ale ukazały się moim oczom dopiero na komputerze.
Peeling do ciała Vintage ( Tesco ) ORIENT

Karolina W blog © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka