Maseczki Marion Peel Off.

Mój dzień bardzo dobrze się rozpoczął. Najpierw sobie poćwiczyłam, a później wzięłam długą kąpiel, którą umiliła mi sól do kąpieli, o której wspomnę parę słów za jakiś czas. Później dostałam w końcu swoją wygraną w konkursie z Lordem Somersby organizowanym na kanale Pozytywna Kuchnia. Trochę na tą przesyłkę czekałam, ale najważniejsze, że się doczekałam ;) Dzień zaczął mi się bardzo dobrze i oby tak dalej :)

Dzisiaj powiem kilka słów o dwóch maseczkach Marion Peel Off. Pierwsza w wersji oczyszczającej z ekstraktem z ananasa i brzoskwini, druga rewitalizująca z ekstraktem z winogron i pomarańczy.

Maseczka Marion peel off, maseczka oczyszczająca, maseczka rewitalizująca


Maseczki kosztują 2-3 zł w zależności od sklepu. Każda saszetka ma 6 ml. Konsystencja jest dość rzadka, żelowa. Trzeba aplikować dość szybko, żeby nie wylała się z dłoni. Na twarzy zastyga, co jest typowe dla maseczek peel off. Zapachy są przepiękne, ale dość mocno chemiczne. Bardzo przypominają te wszystkie kolorowe oranżady, które wlewałam w siebie litrami w podstawówce ;)

Obydwie maseczki działają bardzo podobnie, jednak jeżeli miałabym wybierać kupiłabym wersję oczyszczającą, jej działanie jest o wiele mocniejsze. Jestem wielką fanką tego typu maseczek, bo uwielbiam ściągać je z twarzy. Uczucie temu towarzyszące jest niepowtarzalne. 

Po zastosowaniu maseczki skóra była wyraźnie gładsza i bardzo miękka. Nie mogłam przestać jej  głaskać. Cera nie była napięta, ale zauważyłam bardzo delikatne przesuszenie. Najbardziej zadowolona jestem z tego, że maseczki pozamykały mi pory na policzkach, jednak wągry jak były tak są. W trakcie aplikacji należy bardzo uważać na wszelkie włoski, także na brwi. Podczas pierwszej aplikacji nałożyłam maseczkę zbyt blisko linii włosów i wyrwałam sobie trochę meszka :)

Bardzo spodobało mi się działanie tych maseczek i na pewno będę do nich wracać od czasu do czasu. 

Dzień Matki zbliża się wielkimi krokami, a ja nie mam pomysłu na prezent. Planowałam zabrać mamę w jakieś miłe miejsce na obiad i deser, ale okazało się, że niestety pracuje. Pomożecie? Macie jakieś pomysły?

6 komentarzy :

  1. Miałam tą z ekstraktem z ananasa i brzoskwini i byłam bardzo zadowolona. Starczyła mi na 4 aplikacje. Niestety ja również nie mam pomysłu na prezent dla mamy :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja używałam każdej saszetki na 2 aplikacje :) Trzeba coś wymyślić, bo czas leci :(

      Usuń
  2. Nie przepadam za tą marką. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam od nich tylko maseczki, więc ciężko mi się wypowiedzieć na ten temat :)

      Usuń
  3. stosuję produkty tej marki w pielęgnacji włosów są fajne, tanie i godne polecenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę wypróbować :) Mam w planach zakup ich olejków do włosów :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz :) Odwiedzam strony osób komentujących.
Treści reklamowe zostaną usunięte.

Karolina W blog Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści bez zgody autora zabronione.